Advertisement

ramzes64

User Overview in Games
7.7Avg. User Score
User Score Distribution
positive
9(82%)
mixed
1(9%)
negative
1(9%)
Highest User Score
Lowest User Score

Games Scores

Sep 18, 2019
Jet Kave Adventure
8
User Scoreramzes64
Sep 18, 2019
Jet Kave Adventure to tytuł, który przenosi nas do epoki kamienia łupanego. Gra jest z gatunku przygodowej platformówki 2,5D, za którą odpowiada krakowskie studio 7LEVELS. Bohaterem jest Kave – wódz pradawnego plemienia – którego poznajemy w momencie wygnania przez własnych ludzi. Historia jest fajnie opowiedziana, bo raz przez narratora i opisana na kamieniach obrazkami, innym razem przez scenki animowane na silniku gry. Bohater po pierwszej misji znajduje jetpack wyrzucony przez obcego, którego statek kosmiczny rozbija się niedaleko miejsca wygnania. Kosmita aby naprawić spodek udaje się do wulkanu po kryształ energii, a Kave podąża za nim aby uratować wyspę przed erupcją i ocalić swoje plemię. Mechanika gry oparta została na znalezionym plecaku odrzutowym, który ma ograniczoną energię. Można więc na nim lekko się unieść, podlecieć lub szybko wystrzelić na niewielką odległość. Po kontakcie z podłożem pasek zasilania regeneruje się. Za broń bohaterowi służy maczuga i kamienie rzucane na odległość. Drugim głównym mechanizmem jest unicestwianie przeciwników napotkanych na drodze (przeogromne insekty, dinozaury, pterodaktyle i drapieżna roślinność). Z takim zestawem ruchów i ataków Kave przemierzy 36 zróżnicowanych poziomów w czterech sceneriach (jaskinie na pustyni, plaża, dżungla oraz wulkan). Jet Kave Adventure przeszedłem w około5 do 6 godzin i zebrałem 27 statuetek z 36 plansz. Dodać do tego należy, że złote figurki poukrywane są na każdym levelu i należy je odnaleźć w różnych zakamarkach i jaskiniach. Motyw eksploracji jest fajnie zrealizowany, a zbieranie nie ogranicza się tylko do statuetek ale też do gromadzenia kilkudziesięciu orzechów. Stanowią one walutę, za którą można ulepszyć jetpack, zasięg maczugi lub zwiększyć ilość życia. Każda plansza ma też dodatkowe wyzwania (przejść na czas / zebrać odpowiednią ilość orzechów / ukończyć bez obrażeń). Czasówki moim zdaniem są mocno wyśrubowane i należy je ukończyć w 2 do 3 minut. Dodam, że pierwsze przejście planszy zajmuje średnio 4x dłużej, bo około 8 do 10 minut. Ukończenie poziomu bez obrażeń też nie jest łatwe. Natomiast jeśli chodzi o zbieranie orzechów to jest to czysta eksploracja, Jet Kave Adventure pod względem oprawy wizualnej rozkręca się wraz z przebiegiem historii. Na początku pustynne, trochę opustoszałe jaskinie i plenery nie zachwycały aż nadto. Jednak wraz z postępem i nowymi poziomami zaczynałem doceniać to co widzę i zwracałem uwagę na detale. Gra zyskuje gdy patrzy się na nią w ruchu, a statyczne screeny nie przedstawiają piękna oprawy wizualnej. Twórcy przeprowadzając nas przez cztery regiony zadbali także o ich lekkie urozmaicenie, więc kilka leveli przemierzymy nocą lub w deszczu. Ogólnie cała wędrówka bohatera z jaskiń na pustyni do celu w pewnym momencie też zaskakuje zmianą klimatu. Design gry to także przeciwnicy, których jest dosyć sporo więc nie odczuwamy powtarzalności podczas rozgrywki. Gameplay opiera się w zasadzie na skokach, podlatywaniu na jetpacku i uderzeniach. Grę urozmaica układ plansz, gdzie raz poruszamy się w bok lub w pionie, a innym razem postać łapie się gzymsów i odbija się od ścian. Tytuł ma też dużo rozmieszczonych checkpointów na każdej planszy, więc w razie błędu nie tracimy wiele z rozgrywki i nie odczuwamy frustracji. Do tego wszystkiego dochodzą walki z bossami i kilka plansz z ucieczką przed goniącym nas przeciwnikiem oraz momenty latane na lotni czy jetpacku. Tytuł zaskoczył mnie też w pewnym momencie, gdyż zostałem pozbawiony mechanizmów rozgrywki, do których zostałem przyzwyczajony. Najsłabszym punktem gry jest moim zdaniem oprawa dźwiękowa, ale nie chodzi o to, że jest zła. Muzyka idealnie wkomponowuje się w to co dzieje się na ekranie i przygrywa podczas całej przygody ale jednak nie zapamiętałem jej. W kilku momentach słyszymy nawet narratorkę, która fajnie brzmi, ale później sceny przedstawiane są piktogramami. Udźwiękowienie pasuje do gry i dopełnia gameplay ale nigdy nie wychodzi na pierwszy plan. Jet Kave Adventure w większości ograłem w trybie stacjonarnym ale rozgrywka w trybie przenośnym również prezentuje się tak samo. Nie zauważyłem żadnych różnic między graniem na dużym lub małym ekranie. Podsumowując przygody wygnanego wodza plemienia mogę powiedzieć, że jest to dobra platformówka. Krakowskie studio wydało już kilka gier na Nintendo Switch ale to właśnie Jet Kave Adventure najbardziej mnie zaciekawił klimatem i rozgrywką. W tą gre warto zagrać – wspierajmy polskie produkcje! ---------- Grywalność 8 Grafika 9 Dźwięk 7 ---------- Ogółem 8.0/10 recenzja z ****
Report
Nintendo Switch
Sep 1, 2019
Robot Squad Simulator
4
User Scoreramzes64
Sep 1, 2019
Pod koniec maja 2019 roku na konsoli Nintendo Switch ukazała się gra Robot Squad Simulator, którą stworzyło polskie studio. Tytuł ma ciekawe założenia, w których sterować będziemy robotami służb ratowniczych, takimi jak: łazik z ramieniem i chwytakiem, dron, czy sterowana łódź podwodna. Jako „duży chłopiec” już byłem zadowolony z możliwości kierowania takimi maszynami. Was Pewnie też zaciekawi taki pomysł. Czy gra spełniła prezentowane założenia? Niestety nie. Tu praktycznie mógłbym zakończyć recenzję… a raczej opis. Z tytułem spędziłem około 5 godzin i tak naprawdę nie zrobiłem wiele. Symulator ma 21 misji (w tym kilka tutoriali) a ja zrobiłem tylko 5 i odbiłem się od tej gry praktycznie na początku. Tak, nie przeszedłem tej produkcji i już skasowałem z dysku konsoli. Po pierwsze powinienem zacząć od tego, że gracz robiony jest w wała od samego pobrania gry, gdyż Robot Squad Simulator – bo tak produkcja jest wszędzie reklamowana – tak naprawdę nazywa się Robot Squad Simulator 2017. Data jest ukryta w ikonkach, czasami widać ją gdzieś w materiałach reklamowych jak się przypatrzymy, a po ściągnięciu gry na konsoli Nintendo Switch pojawia się pełna nazwa przy ikonce gry. Dopiero wtedy dowiadujemy się, że wydany w 2019 roku tytuł jest już dwuletni. Gra ma sporo błędów: kilka razy się zacinałem, nie mogłem wyłączyć muzyki, zjeżdżając z trasy gdzieś w pole kamieni nagle mi one znikały. Później nagle się pojawiły i zostałem wystrzelony w powietrze. Rzeka wygląda fatalnie, jak biały chodnik, czasami migotało podłoże… ogólnie gra nie prezentuje się ciekawie. Menu nie jest intuicyjne, a wręcz denerwujące i irytujące. Nie można lewym analogiem zmieniać opcji, wykonać tę czynność można przyciskami kierunkowymi. Gdy wybierałem inne ustawienia w menu, które powinny być podświetlone na biało przy żółtych napisach to i tak pierwszy nadal był podświetlony na biało. Nie wiadomo jaka opcja jest wybierana. Pojazdy zamiast paska naładowania drona mają ikonkę życia – serca – po co? Przecież bateria bardziej by tu pasowała, niż serduszko. Czasami nagle doczytywały się obiekty. Po zacięciu się w jednej misji postanowiłem podpatrzeć w internecie jakiś film i akurat trafiłem na wersję z peceta. Zobaczyłem ładniejszą grafikę, a do tego na Switchu nie ma wszystkich obiektów. W misjach, w których trzeba wcisnąć jakiś przycisk na panelu obsługi brakuje właśnie panela, a przyciski wiszą w powietrzu. Uświadczyło mnie to tym bardziej w przekonaniu, że muszę Was przed tą grą ostrzec. Nawet w Creditsach ikony nawigacji dla Switcha zakrywają loga twórców gry. To świadczy o szybkim przekonwertowaniu tytułu na konsolę Nintendo bez optymalizacji tak prostej rzeczy jak statyczna grafika. Robot Squad Simulator „2017” ma też długie momenty ładowania przed włączeniem gry/misji jak i po wyłączeniu. Może to wina konsoli ale ilość błędów i problemów w tym przypadku wpływa negatywnie na odbiór całej produkcji. Gra mnie od siebie odrzuciła na początku, robiłem kilka podejść do misji, z bólem zaliczyłem kilka aby zobaczyć co będzie dalej. Niestety kolejne zadanie również mnie zniechęcało poziomem wykonania, opornością sterowania i problemami technicznymi. Tu założenia są ciekawe (sterowanie robotami/dronami) i liczyłem na coś fajnego. Niestety… Może ta gra jest jednak tak słaba na tej konsoli o czym świadczą wcześniej opisane błędy? Ostatnio recenzowałem kilka różnych gatunkowo gier i każdą z nich Wam polecam: Shakedown: Hawaii (klon GTA), Yooka-Laylee (platformówka), The Bug Butcher (arcade), Inops (coś innego/platformówka), Horizon Chase Turbo (wyścigi), Hexologic (gra logiczna), Urban Trial Playground (arcade). Ja rozumiem, że w symulatorze łazik może zaciąć się na krawężniku i tak jak w grze, tak i w prawdziwym życiu jest to możliwe… niestety nie to jest problemem a cała reszta. Z plusów mogę podać przykład zacięcia się właśnie na krawężniku, gdzie kombinowałem ramieniem z chwytakiem jak się wypchnąć z potrzasku. Jednak walka z całą resztą błędów technicznych a nie „realnych” w tym symulatorze zawiodła. Jeszcze tylko na szybko wspomnę o muzyce, która jest jak z Terminatora. Nie jest to jednak pochwała. Chciałem ją wyłączyć lub ściszyć ale się nie dało. Gdy w opcjach ustawiłem muzykę na 0 nadal grała jak na poziomie 10. No i jak tu się nie wnerwić? Wspieramy polskie gry na Nintendo ale Robot Squad Simulator „2017” niestety nie jest warty polecenia na Nintendo Switch. Założenia gry są fajne, ale wykonanie nie wyszło. Nie dla takich gier kupuje się konsole Nintendo, nie kupujcie tej gry na Nintendo Switch! ---------- Grywalność 4/10 Grafika 5/10 Dźwięk 4/10 ---------- Ogółem 4.3/10 recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
May 27, 2019
Shakedown Hawaii
8
User Scoreramzes64
May 27, 2019
W grze wcielamy się w podstarzałego dyrektora firmy, która nie radzi sobie w nowych czasach. Jego interesy jak wypożyczalnia kaset video, sklepy stacjonarne czy sieć taksówkarska zostają wypierane przez nowoczesne modele biznesowe. Korporacje strumieniujące filmy, zakupy online czy przewozy pasażerskie zamawiane z aplikacji na telefonie zabijają klasyczne przedsiębiorstwa, więc dyrektor zaczyna kombinować i uczy się zarządzać w nowych czasach. W grze Shakedown: Hawaii to jest właśnie główną osią fabularną. Zaczynamy robić przekręty, napadać na konkurencje, wykupywać dzielnice i budować swoje imperium. Podczas tego wszystkiego w wielu mini scenkach i ponad stu kilkuminutowych misjach zobaczymy jak działa obecny marketing. Jak wpaja się konsumentom coś czego nie potrzebują, ogranicza datę przydatności aby sprzedawać więcej i przebrandowuje produkty gdy nie radzą sobie na rynku. Takie działania: zmiana opakowania, znalezienie rynku zbytu w innej grupie docelowej są po prostu ciekawe i podane w humorystyczny sposób, więc chciałem zobaczyć co będzie dalej. Twórcy naśmiewają się z konsumpcjonizmu i parodiują duże korporacje. Rozgrywka to standard w tego typu grach: napady, zabijanie, niszczenie konkurencji, gdzieś pojechać, coś wykonać, wrócić… po prostu otoczka fabularna fajnie to scala. Powiększanie imperium to na początku zastraszanie małych biznesów i oferowanie „ochrony” za haracz. Jeśli właściciel się nie zgodzi to trzeba mu pokazać przeciw czemu będzie płacił i demolujemy wtedy lokal. Innymi sposobami wywierania nacisku argumentem siły są też: zastraszanie klientów, napadanie dostawców… jest tego bardzo dużo, na różne sposoby i z humorem. W zakładzie fryzjerskim demolka nie zrobiła wrażenia na pani stylistce fryzur, ale już opitolenie jej bujnej czupryny nożyczkami i „zmiana stylówy na siłę” szybko sprawiła, że zmieniła zdanie. Właśnie takie momenty są fajne w Shakedown: Hawaii. Jeśli już zastraszymy odpowiednią ilość lokali w okolicy to dzielnica traci na wartości. Wtedy za mniejsze pieniądze można wykupić je na własność, a tym samym zaczynamy więcej zarabiać za usługi, które ów przybytki oferują. Z biegiem czasu wraz z postępującą linią fabularną okazuje się, że należy sprzedawać karty lojalnościowe, rozdawać kupony zniżkowe, czy wynająć/wykupić telemarketerów, którzy będą oferować klientom i wciskać więcej produktów. Te zagrywki są mnożnikiem przychodów, więc należy w trybie zarządzania dokupować je z osobna dla każdego budynku. W grze poza głównym bohaterem (dyrektorem), jest też dwóch innych. Jego przygłupi, nie pracujący, grający w gry video syn Scooter oraz facet od brudnej roboty, mieszający się w wojny gangów. Scenki przerywnikowe ukazują często jak dyrektor dzwoni do jednego z nich i zleca zadanie, po czym gra przenosi nas w inne miejsce, do odpowiedniej misji. Rozwój gry i dochody są dobrze zbalansowane. Na początku brakuje nam kasy, budynki są drogie i trzeba czekać aż skończy się dzień. Gdy już dostaniemy wypłatę na konto z obrotów… można zacząć kupować nowe lokale. Tryb fabularny starczy na około 7-10 godzin. Poza wypełnianiem misji można oczywiście atakować przechodniów, uciekać przed policją lub szukać zasilaczy do telefonu rozsianych na całej mapie i w budynkach. To ostatnie jest dla zbieraczy i eksploracji mapy. W różnych miejscach znajdują się też ikonki czaszki, które są różnego rodzaju wyzwaniami z bronią na czas. W Shakedown: Hawaii grałem w 98% przenośnie. Dużo czasu spędziłem na krótkich sesjach 15-30 minutowych. Chyba dosłownie kilka razy siedziałem przy tytule dłużej i może raz przy telewizorze. Po sprawdzeniu gry przenośnie przypasowało mi to idealnie. Głównie dzięki krótkim zadaniom i temu, że gra uruchamia się bardzo szybko. Shakedown: Hawaii prezentuje się bardzo dobrze w 16-bitowej stylistyce. Mapa po której się poruszamy jest obszerna i zróżnicowana. Wszystko jest przemyślane i działa płynnie. Nie uświadczyłem tu nigdy żadnych spadków animacji, nawet robiąc dużą rozpierduchę na ulicy. Jeśli chodzi o udźwiękowienie to prezentuje się ono dobrze. Muzyka jest fajna, można ją zmieniać podczas jazdy samochodami, a wydobywające się pociski z różnych broni brzmią inaczej, tak samo zresztą jak silniki pojazdów. Nie ma do czego się przyczepić, nie ma też za bardzo co chwalić. Dopełnia obraz i gameplay tworząc dobrą grę w całości. Shakedown: Hawaii to dobra gra w stylu klasycznych GTA. Oprawa audio-video jest fajna, a głównym czynnikiem wpływającym na odbiór gry jest pomysł na fabułę pełną humoru i groteski. Tytuł polecam, bo w swojej kategorii gier przenośnych sprawdza się idealnie. ---------- Grywalność 8/10 Grafika 9/10 Dźwięk 8/10 ---------- Ogółem 8.3/10 pełna recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
Mar 16, 2019
The Bug Butcher
9
User Scoreramzes64
Mar 16, 2019
The Bug Butcher to gra akcji 2D wydana na Nintendo Switch pod koniec 2018 r. Głównym bohaterem jest Harry – tępiciel robali, który przylatuje na pomoc placówce badawczej na odległej planecie. Gra przypomina klasyczny tytuł arcade – Pang z Amigi – w którym strzelaliśmy w balony, które po trafieniu rozdzielały się na mniejsze. Gra austriackiego Awfully Nice Studios jest przeniesieniem tamtego mechanizmu rozgrywki w nowoczesne realia. Zamiast balonów są obślizgłe robale z różnymi właściwościami ataku, które poruszają się w przeróżny sposób (latają, skaczą, chodzą po suficie). Opisywany tytuł to przedstawiciel gatunku arcade. Harry aby wypełnić zadanie i wytępić szkodniki ma arsenał broni do wykorzystania. Począwszy od karabinu maszynowego po różne rakiety, lasery i bomby zamrażające. Dodatkowo co jakiś czas pojawiają się bonusy przyspieszające wystrzał i ochraniające bohatera. Głównym zadaniem poza wybiciem robali jest ochrona naukowców, którzy co jakiś czas atakowani są przez chodzące po suficie pająki. W grze zawsze strzela się do góry, więc robale muszą przelecieć lub przepełznąć nad bohaterem. Gra oferuje trzy tryby gry: ARCADE W trybie Arcade do przejścia jest 30 kilkuminutowych misji podzielonych na pięć pięter po sześć zadań na każdym z nich. Jest to też mini fabuła z dawką humoru do zaliczenia, z zapisem postępu bohatera. Przechodzimy tu kolejne poziomy, zbieramy kasę, ulepszamy broń i kombinezon Harrego. Jeśli chodzi o plansze na których gramy to tak naprawdę mamy ich tylko pięć (piętra), a urozmaicenie w misjach polega na różnej kolejności pojawiania się szkodników i wyniku punktowego jaki należy osiągnąć. Oczywiście ostatnia misja na piętrze to również walka z bossem w windzie. Poziomy na wyższych piętrach różnią się tym, że mają dodatkowe blokady, które trzeba uruchomić lub zestrzelić. Za wykręcenie odpowiednich rekordów w misji możemy zdobyć od jednej do trzech gwiazdek, a bonusem może być osiągnięcie odpowiednio wysokiego combo. Oczywiście im wyższy mnożnik, tym lepszy wynik więc perfekcyjne tępienie robali przekłada się na więcej punktów. Gdy Harry zostanie dotknięty przez robala lub trafiony jego pociskiem to traci pasek życia i mnożnik punktów. Zadania są kilkuminutowe i mogą skończyć się szybciej gdy robactwo zaatakuje naukowca. Jeśli nie wytępimy wszystkich insektów w określonym czasie to również gra się kończy zagazowaniem pomieszczenia. Szybsze unicestwianie wroga szybciej wywołuje kolejną falę co pozwala zmieścić się w z góry określonym czasie. Niech Was nie zmyli kilkuminutowe zadanie bo będziecie je powtarzać kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy jeśli będziecie chcieli osiągnąć po trzy gwiazdki w każdym z nich. Polecam takie podejście do tematu, bo jest to tytuł arcade i liczy się najwyższy wynik, najwyższe combo a nie tylko zaliczenie zadania. PANIKA Kolejnym trybem gry jest Panika – czyli nic innego jak horda. W kolejnych falach atakują nas przeciwnicy, których należy wytępić. Na tabeli wyników prezentowany jest nasz High Score, który jest tym wyższy im większa ilość przebytych fal, pokonanych robali i jednostajna gra jednym ciągiem. Co falę można zakupić pewne udoskonalenie za zdobyte monety, ale gdy przegramy wszystko trzeba zaczynać od nowa. Plansze są te same co w trybie Arcade, wybieramy tylko piętro – czyli odpowiedni styl graficzny/układ pomieszczenia i strzelamy. CO-OP Ostatnim trybem gry jest co-op dla dwóch graczy. Dzieląc się Joy-Conami można wspólnie przejść tryb paniki – bo tym właściwie jest. Różnicą jest tylko możliwość ratowania kolegi gdy dostanie obrażenia i przez kilka sekund wzywa pomocy. Tytuł jest mocno grywalny i po zgonie chce się pobić swój rekord, przejść dalej i kontynuować. Wmawiasz sobie „jeszcze raz” a później znów „ jeszcze raz” i tak w kółko. I tym właśnie jest The Bug Butcher. Prosty mechanizm arcade jest łatwy do zrozumienia ale do opanowania wymaga już zaangażowania i umiejętności. Zmiana klimatu ze strzelania do balonów w anihilację robactwa na stacji badawczej to także fajna zagrywka. Gra ma ładny kreskówkowy styl i animację. Obrzydliwe, a zarazem fajnie wykreowane robactwo, ostrą muzykę i przede wszystkim mechanizm rozgrywki. Tryb misji zaliczyłem w około 4-5 godzin, ale to dlatego, że zrobiłem go na wszystkie gwiazdki. Tępiciela robali polecam, bo ma spore pokłady rozgrywki, a tryb misji to tylko dodatek aby poznać mechaniki gry, przeciwników i broń… Później to już tylko eksterminacja kolejnych fal robactwa solo lub w duecie. --------------- Grywalność - 9/10 Grafika - 9/10 Dźwięk - 9/10 --------------- Ogółem - 9.0/10 pełna recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
Jan 26, 2019
Inops
8
User Scoreramzes64
Jan 26, 2019
Inops to logiczna platformówka 2D, którą najlepiej porównać do Limbo. Ciekawy i tajemniczy świat, podobna stylistyka czerni i gry światła a także zagadki i pułapki - to wszystko jest w tej grze. W produkcji ZRZStudio sterujemy jednak bohaterem w kształcie czarnej kulki z oczami. Inop to pojedyncza mała postać rozpoczynająca grę. Poruszając się przez wykreowany świat znajdujemy kolejne śpiące kulki, które po przebudzeniu dołączają do przygody. Mechanika zabawy oparta została na zebraniu wszystkich śpiących kulek i doprowadzeniu ich do końca levelu. Problem polega na tym, że niektóre części planszy są cienkimi szczelinami i wtedy trzeba rozdzielić bohatera na kilka mniejszych kulek. W innych miejscach jednak lepiej połączyć je w jedną większą i wolniejszą, kiedy to należy użyć jakiejś platformy. Jedną postacią łatwiej sterować niż kilkoma mniejszymi i rozproszonymi. Fajnie to wyszło, fajnie się gra, a pomysł aby doprowadzić jak najwięcej do celu motywuje do powtarzania poziomów. Wspominam o powtarzaniu plansz dlatego, że często pierwsze przejście gry to kilka zgonów, respawnów lub nawet resetów levelu. Początkowo uczymy się gry i rozmieszczenia pułapek, przypadkiem wpadamy na kolce, zostajemy zaskoczeni ostrym wahadłem lub ukrytą miną w ciemnej scenerii. Gra światła i czerni tak jak w Limbo buduje klimat i skrywa pułapki. Dla przełamania tej palety barw twórcy poszli w kolory na drugim planie. Całość dzięki temu ma swój urok i prezentuje się ciekawie. Tytuł oferuje tylko trzy światy posiadające po kilka plansz z ciekawym bosem na końcu. Niewielka ilość lokacji to niby mało ale na szczęście różnią się znacznie i zmieniają trochę sposób poruszania postaciami. Dla przykładu w dżungli dużą rolę odgrywa woda, w której kulki mogą pływać ale nie mogą się złączyć – przez co musimy ogarnąć rozproszone Inopy. W elektrycznym mieście natomiast jest więcej ruchomych platform, wypalających laserów i działek z czujnikiem ruchu. Całą grę skończyłem w 5 godzin lub więcej (tyle pokazuje licznik) ratując wszystkie Inopsy i zbierając wszystkie znajdźki. Gra oferuje też możliwość przebiegnięcia każdej planszy na czas, więc speed runnerzy znajdą tu odrobinę zabawy dla siebie. Na każdej planszy rozmieszczone są trzy gwiazdki, które należy zebrać. Na koniec świata określona ich ilość wraz z określoną liczbą uratowanych pojedynczych Inopów odblokują walkę z bossem. Innym elementem zbieractwa są kryształy pozwalające nam na odrodzenie się po wpadnięciu w pułapkę zamiast rozpoczynania całego poziomu od nowa. Zagadki są różne, od dużych kół zębatych otwierającymi mosty, po większe platformy, w które można wskoczyć i całe przekręcić z bohaterem w środku. Na poziomach rozmieszczone są różne wybijacze i trampoliny. Jest też trochę skrzyń do przesunięcia aby uruchomić przyciski. Kilka zadań jest bardziej złożonych i wtedy należy w odpowiednim czasie wyrzucić bombę z podajnika, aby następnie ją pchnąć na platformę, która przesunie ją pod zablokowane przejście. Na każdej planszy poza pułapkami znajdują się też ogniste diabły, które na chwilę gasną i można je unieszkodliwić. Trzeba więc uważać i zaatakować w odpowiednim momencie aby nie stracić Inopsów w drodze do celu. Inops to gra, którą w całości ukończyłem w trybie przenośnym. Tryb handheldowy działa bardzo dobrze. Sprawdziłem też możliwość grania na Joy-Conach w gripie, grając na dużym ekranie TV i działa to bez zarzutów. Ciekawostką jest też możliwość włączenia gry dla jednej ręki w trybie wyświetlania TV/tabletop, osobnym Joy-Conem. Gra oferuje też możliwość obsługi ekranu dotykowego i w ten sposób uruchamianie mechanizmów. Podsumowanie Tytuł nie jest długi ale sposób rozgrywki i częste powtarzanie plansz pozwala na zabawę w około 5 godzin. Przy nie dużej ilości leveli taka forma jednak zadowala. Częste zgony są motywujące aby powtórzyć poziom i spróbować zrobić go ponownie z wszystkimi Inopsami. Grę koniecznie trzeba zaliczyć na 100% bo przejście plansz jednym bohaterem nie będzie satysfakcjonujące. Tytuł polecam osobom lubiącym nietypowe produkcje, jest tu trochę z Limbo, World of Goo i LocoRoco. Jeśli wymienione pozycje coś Wam mówią, to Inops jest czymś podobnym, mniejszym ale zarazem innym. Trochę trudno ten tytuł sklasyfikować ale to dobrze, bo nie powiela schematów, tylko łączy wszystko co najlepsze z kilku produkcji dodając do tego swoją unikalność i tworzy coś ciekawego. Chciałbym więcej, bo czuje niedosyt... Niestety jak to w życiu bywa, wszystko co dobre szybko się kończy. -------------------- Grywalność - 8/10 Grafika - 8/10 Dźwięk - 8/10 -------------------- Ogółem - 8.0/10 pełna recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
Dec 16, 2018
Horizon Chase Turbo
9
User Scoreramzes64
Dec 16, 2018
Horizon Chase Turbo to typowy arcade racer, w którym pędzimy do przodu na wykręconych trasach i omijamy przeciwników. Tytuł bazuje na takich klasykach gatunku z lat 80-tych i 90-tych jak jak Out Run, Lotus Turbo Challenge i Top Gear (SNES). Gdy wjedziemy z dużą prędkością w lampę lub znak na zakręcie to zostajemy wybici w powietrze. Samochód robi szybką przewrotkę i wskakuje na jezdnię tracąc na prędkości... ale zabawa trwa dalej i ciśniemy pedał (przycisk) gazu na maxa. Tytuł Aquiris Game Studio oferuje stosunkowo dużo zawartości, która odblokowuje się wraz z postępem w podstawowym trybie World Tour (kariera). Za dobre wyniki dostajemy nowe samochody, dostęp do kolejnych tras, do nowych trybów gry i możliwość rozbudowywania pojazdów przez tuning wybranych części. Tym samym zwiększamy przyspieszenie, prędkość, zużycie paliwa itp... W World Tour należy przejechać przez kilkanaście regionów świata, takich jak: Kalifornia, Brazylia, Południowa Afryka, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Japonia... i jeszcze kilku - co daje w sumie dwanaście lokalizacji. Podróżując po świecie, każdy z opisanych rejonów podzielony jest na około 8-10 zmagań (ponad 100 wyścigów) w różnych tematycznie sceneriach. Za zajęcie dobrego miejsca na mecie zdobywamy puchary, ale jest jeszcze możliwość wygrania super pucharu za zebranie tokenów na trasie. Gra zlicza nam wtedy pozycję w wyścigu i zdobyte niebieskie krążki sumując je na walutę odblokowującą kolejne regiony do przejechania. Dodatkowe bonusowe punkty można zdobyć jeszcze za pozostałe paliwo w baku. Na trasie rozmieszczone są więc kanistry, po zebraniu których zwiększamy zawartość zbiornika. Czasami kanistry dodają tylko punkty, ale na dłuższych trasach ich zbieranie jest już obowiązkowe bo może zabraknąć nam paliwa. Wspomnieć należy jeszcze, że każdy wyścig zaczynami z określoną ilością nitro. Turbo doładowanie znajduje się też na trasie jako dodatkowe butle do zebrania, które mogą uratować nas przed przegraną. Warto więc się za nimi rozglądać i zapamiętać ich lokalizację na kolejnych okrążeniach. Tytuł oferuje zmienne warunki jazdy, takie jak dzień, noc i anomalie pogodowe (deszcz, burza z błyskawicami, śnieg, mgła, burza piaskowa a nawet i pylący wulkan Eyjafjallajökull). Trasy są proste i kręte, różnią się też ukształtowaniem, np. wzniesienia. Technicznie pierwszy plan pracuje przewijając się na boki i w pionie zakrywając tło w oddali. Ścigamy się na szerokich pięcio-sześcio pasmowych asfaltowych jezdniach jak i na wąskich polanach lub pustynnych, pokrytych piachem szutrach. Fajnie wygląda też wydobywający się spod tylnych kół kanciasty dym na off-road'ach. Horizon Chase Turbo to wyścigi w starym stylu, ale jednak w jakości HD w unikatowym design'ie. Tytuł nie stara się naśladować pixel art'u, tylko wprowadza swoją geometryczną wizję świata, szczególnie uwydatnioną na obiektach przy drodze: krzewy, roślinność, kamienie. Ma to swój urok i podoba się. Zwykłe wyścigi byłyby niczym, gdyby nie zachowanie przeciwników na drodze, a to jest świetnie wykonane. Walka o pozycje na trasie to jeden z kluczowych mechanizmów gry. Przeciwnicy spychają nas z drogi, czasami wjeżdżają nam przed maskę blokując przejazd lub stukają w tylny zderzak chcąc nas wyprzedzić. Czuć więc rywalizację o pozycję na trasie. Poza głównym trybem kariery mamy jeszcze do ogrania tryb Tournament, który zawiera zawody złożone z czterech tras jak Grand Prix w Mario Kart. Na każdej trasie zdobywamy punkty za dobrą pozycję na mecie, a na końcu suma z czterech wyścigów klasyfikuje nas w rankingu. Zawodów do rozegrania w tym trybie gry jest ponad dwadzieścia na różnych poziomach trudności. Jak się pewnie domyślacie – daje to sporo grania, aby zaliczyć je na złoto. W Tournament nie musimy już zbierać tokenów i skupić możemy się jedynie na zajęciu dobrej pozycji w każdym z wyścigów...... Podsumowanie Horizon Chase Turbo to kawał solidnego kodu, który na Nintendo Switch prezentuje się świetnie. Tytuł polecam wszystkim lubiącym dobre wyścigi arcade – bo jest to naprawdę fajna gra z dużą ilością zawartości na kilkadziesiąt godzin. Tytuł zawiera ogrom wyścigów, o różnym i zmiennym ukształtowaniu terenu, w różnych regionach świata ze zmiennymi warunkami dnia/nocy i pogodowymi. Jest to też szybka i dynamiczna gra z fajnymi mechanizmami walki o pozycję na trasie, dzięki którym czuć rywalizację i satysfakcję zarazem. Aquiris Game Studio stworzyło naprawdę świetną grę w unikatowym stylu w oprawie godnej nowoczesnych konsol zachowując jednocześnie ducha gier wyścigowych z lat 80-stych i 90-tych. ---------------------------- Grywalność - 9/10 Grafika - 9/10 Dźwięk - 8/10 ---------------------------- Ogółem - 8.7/10 pełna recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
Nov 3, 2018
Wii Sports
8
User Scoreramzes64
Nov 3, 2018
Wii Sports jest zestawem pięciu gier sportowych: tenisa ziemnego, kręgli, golfa, baseball’u oraz boksu. Po włączeniu płyty od razu pojawia się menu, z którego do wyboru mamy wspomnianych pięć dyscyplin, oraz dwa dodatkowe okienka Training i Wii Fitness. Nie ma żadnych innych opcji – wszystko jest proste, czytelne i łatwe do opanowania. Przed rozpoczęciem gry pojawia się okienko informujące nas, abyśmy upewnili się, czy wokół nie ma żadnych obiektów i ludzi, o których moglibyśmy zahaczyć wykonując wymachy Wii Remote. Dla pewności warto również założyć sobie na nadgarstek smyczkę, aby przypadkiem nie wyrzucić kontrolera z rąk. Na wstępie rozpoczynając zabawę z Wii Sports radziłbym wybrać trening, z którego możemy nauczyć się podstawowych technik, a przy okazji pobawić się w pobijanie własnych rekordów w mini gierkach treningowych. Wii Fitness – to codzienna dawka sportu (w minimalnej oprawie). Gra raz dziennie pozwala nam się włączyć i zagrać w zestaw trzech losowo dobranych „mini-gierek” dostępnych z treningów. Po wykonaniu zadania podliczana jest nasza wytrzymałość, prędkość i balans, co na wykresie pozwala określić wiek (skala), który jest naszym wynikiem. Czy daje to coś więcej, niż przyzwyczajenia gracza do codziennego odpalania Wii Sports? Tego nie wiem, ja dałem się w to jednak wkręcić. Przejdźmy jednak do meritum, tzn. dyscyplin sportowych które stanowią trzon tego produktu. Na początku każda z nich nakazuje wybór swojego Mii, którym będziemy sterowali, a później, określenie czy dany Mii-ludek jest prawo, czy leworęczny. W tenisie odbijamy piłeczkę robiąc wymach tak, jakbyśmy rzeczywiście trzymali w ręku rakietę. Nie musimy wciskać żadnych przycisków, cała reszta to relaksujące „machanie”, a nasz tenisista biega sam po korcie za piłeczką. Napisać należy, że zawsze gra się w deblu (z kolegą lub z konsolą), wybrać możemy jednak czy chcemy stać bliżej siatki, czy na końcu kortu. Kręgle są już bardziej złożone, bo mamy możliwość ustawienia się z lewej lub prawej strony toru, a także ustawienie lekkiego kąta rzutu kulą. Ruch jaki będziemy musieli wykonać jest identyczny jak ten, który należy wykonać w rzeczywistości. Baseball (najbardziej chyba uproszczona z dyscyplin: rzucamy, lub odbijamy piłeczkę – cała reszta to szybkie zajmowanie baz przez Mii odbywające się automatycznie). Golf, tak samo jak tenis jest równie przyjemny i relaksujący . Nasze uderzenie powinno uwzględniać kierunek i prędkość wiatru, wysokość położenia dołka względem naszej pozycji, kąt nachylenia nawierzchni, siłę uderzenia i miejsce z którego wybijamy piłeczkę (np. piasek lub wysoka trawa). Ostatnia z dyscyplin, boks jest jedyną, która wykorzystuje Nunchuk, i zarazem jedyną, która naprawdę pozwala się zmęczyć. Nasze ruchy to uniki, bloki i uderzenia wykonywane przez odpowiednie wymachy rękoma. Wszystkie pięć gier w tym zestawie mierzy nasze umiejętności i w zależności czy wygrywamy lub przegrywamy i w jakim stylu – nalicza nam punkty i pokazuje je na wykresie. Gry chyba nie można przejść, można tylko starać się uzyskać jak najwięcej punktów w każdej z dyscyplin, a po dłuższym rozpracowaniu i dojściu do maximum swoich umiejętności chyba nic więcej nie da się już zrobić. Gra nadaje się świetnie do multi i do odpalania płytki z Wii Sports w wolnej chwili. Jeśli chodzi o oprawę audio-video, to jest ona schludna. Obraz w menu jest przejrzysty, a podczas minigierek ogranicza się do niezbędnego minimum. Dźwięk wygląda podobnie, w menu słyszymy lekko wpadający w ucho podkład, a podczas samej rozgrywki tylko to – co powinniśmy (żadnej muzyki). W golfie np. szum fal, świst wiatru, szelest trawy i ładnie oddane dźwięki uderzeń w piłeczkę. Wii Remote z wbudowanego głośniczka również wydaje dźwięki, co pozwala „zbliżyć się do gry”, np. w tenisie moment zamachnięcia się rakietą. Podsumowując, należy powiedzieć iż jest to gra przejściowa między jakimiś konkretnymi tytułami. Razem z konsolą Wii na samym początku może zapewnić wiele frajdy wszystkim, którzy mają z nią styczność. Każdy gracz / „niegracz” jest w stanie powymachiwać Wii Remote, czerpiąc satysfakcję z prostoty (ale nie prostactwa) jakie oferuje nam Wii Sports i nowe sterowanie tej konsoli. Recenzowany tytuł jest świetnym dodatkiem do Nintendo Wii i choć nie zapewni długiego grania (no chyba, że ktoś będzie się bawił w Wii Fitness), to z całą pewnością na starcie ukazuje zalety sterowania tejże konsoli i sprawia radochę każdemu, bez względu na wiek, płeć i zamiłowanie do gier. -------------------------- Grywalność - 10/10 Grafika - 7/10 Dźwięk - 7/10 -------------------------- Ogółem – 8.0/10 pełna recenzja na ****
Report
Wii
Nov 3, 2018
Disney DuckTales: Remastered
7
User Scoreramzes64
Nov 3, 2018
Czy pamiętacie Kacze opowieści? Czy kojarzycie Sknerusa McKwacza, Hyzia, Dyzia i Zyzia? Jeśli tak, to znaczy że jesteście z mojego pokolenia 30+ i w dzieciństwie oglądaliście kreskówki Walt'a Disney'a. Na Nintendo Wii U w 2013 roku ukazała się gra DuckTales Remastered wydana jedynie cyfrowo – zapraszam do recenzji. Odnowione Kacze opowieści stworzyli Capcom i WayForward Technologies. Tytuł bazuje na oryginalnej grze z 1989 roku, która ukazała się na Nintendo Entertainment System (NES). DuckTales Remastered wyszedł również na wszystkie inne platformy od PC, PS3, X360 aż po urządzenia mobilne. Tytuł mocno inspiruje się pierwowzorem – grą z NES'a – i szczerze mówiąc początkowo nie jest łatwy. Pierwszy poziom po zaliczeniu krótkiego tutoriala katowałem półtorej godziny i się poddałem. Później wieczorem zrobiłem kolejne podejście i za pierwszym razem zaliczyłem w około 20 minut. Po zaliczeniu level'u, których jest kilka na szczęście gra automatycznie zapisuje rozgrywkę. Nie grałem w oryginał z 1989 roku ale podejrzewam, że nie było wtedy takich udogodnień. Wspominam o tym tylko w aspekcie, że kiedyś pewnie grę trzeba było zaliczyć za jednym podejściem lub wpisując kody. Kolejne poziomy udało mi się zaliczać bez skuch i większych problemów, przechodząc plansze za pierwszym/drugim razem. Pod koniec przygody znów kilka razy się zacinałem. Tytuł zaliczyłem w czasie 8 godzin., ale rozgrywkę sobie jednak dawkowałem po jednym poziomie dziennie i ten system polecam, aby gra nie frustrowała. Gra to typowa platformówka 2D dla jednego gracza w stylu Metroidvani, w której trzeba się wracać, szukać i eksplorować plansze. Sknerus ma umiejętność skakania na swojej lasce i dzięki temu odbija się od przeciwników i od kolców na podłożu. Ten ruch pozwala też dostać się w miejsca, w które nie można normalnie wskoczyć. W kilku ciasnych lokacjach, gdzie nie można się podbić Sknerus używa laski aby przywalić w skrzynkę lub kamień. Ruch ten wykonuje z gracją golfisty, a wspominam o tym, bo animacja jest sugestywna i fajnie wygląda. O co w ogóle chodzi w tej grze? Jak zwykle chodzi o majątek, pieniądze, kryształy i artefakty... o wzbogacanie się i bycie najbogatszym kaczorem. Sknerus w różnych planszach ma do wykonania różne zadania, często musi też uratować siostrzeńców pakujących się w tarapaty. Dla przykładu w Amazoni trzeba zebrać dziesięć starożytnych monet, w pozostałych poziomach też jest coś do znalezienia – co pcha przygodę do przodu. Po drodze zbieramy kryształy podbijające ilość zgromadzonej forsy w walucie $. Na koniec każdej planszy pokonać musimy jeszcze jakiegoś wymagającego bossa. Niektóre etapy zawierają też przejazdy w wózeczkach kopalnianych lub ucieczkę przed turlającym się głazem. Motyw przewodni (audio) wpada w ucho i aż chce się śpiewać „Dak tejls, Woo oo!”. Gra na każdym poziomie ma inną muzykę, ale tym co najbardziej mogę uznać za minus to brak polskiej lokalizacji. Lektor i udźwiękowienie jest fajne w wersji oryginalnej (angielskiej), ale w genach mam zakodowany głos Sknerusa, Hyzia, Dyzia i Zyzia. Gra ma wplecioną fabułę - bajkową opowieść - z dawką humoru. Fajnie się to ogląda i gdyby gra była łatwiejsza mogłaby być dla dzieciaków. Tytuł z NES'a w porównaniu do animacji wygląda teraz karykaturalnie, a DuckTales Remastered poprawia wizualnie ten aspekt. Fajnym dodatkiem są też różnego szkice koncepcyjne gry, kreskówki, lokacji i bohaterów. Ukazują też postacie z pierwowzoru i w wersji odnowionej, ale aby je odblokować potrzeba sporo dolarów i grindowania. Wii U Gamepad Pisząc o grach na Nintendo Wii U należy wspomnieć o możliwościach konsoli, która ma w kontrolerze wbudowany ekran. Jak twórcy wykorzystali jego możliwości? Praktycznie nie popisali się, gdyż grając na telewizorze ten sam obraz równocześnie wyświetla się na ekranie kontrolera. Opcja jest jednak fajna, bo gdy mamy zajęty duży ekran przez innego domownika to nadal możemy grać. Podsumowanie Kacze opowieści jako serial animowany w 2017 roku zostały również wznowione. Po krótkim rzucie oka chyba wersja kreskówki – odnowiona – wyszła jednak gorzej od oryginału z 1987r. DucktTales Remastered moim zdaniem zdecydowanie lepiej prezentuje się od gry z NES'a i chyba to powinno wystarczyć. Prawdopodobnie gra się tak samo dobrze jak w oryginał, może troszkę łatwiej, ale nadal trudno. Wizualia i dzwięk – to tu twórcy odnowili tutuł i moim zdaniem, dobrze postąpili. Jeśli lubicie gry z wyzwaniem to polecam, a jeśli lubicie Hyzia, Dyzia i Zyzia to dodajcie sobie oczko do oceny końcowej. ----------------------------- Grywalność - 7/10 Grafika - 8/10 Dźwięk - 7/10 ----------------------------- Ogółem – 7.3/10 pełna recenzja na ****
Report
Wii U
Aug 7, 2018
Hexologic
8
User Scoreramzes64
Aug 7, 2018
Hexologic zainteresował mnie trailerem, który zobaczyłem podczas przeglądania premier i zapowiedzi w Nintendo eShop. Wspomniany zwiastun w jasny sposób pokazał o co chodzi w tej produkcji. Hexologic wystartował w cenie 12 zł w cyfrowym sklepiku Nintendo 12.06.2018r. MythicOwl tworzy głównie gry mobilne, a hybrydowa konsola Nintendo idealnie wpasowuje się w ich target. Hexologic to ładna gra z fajną muzyką, ale krótka. Tytuł można ukończyć w ponad godzinę, szybko poznajemy mechanikę gry i zasady panujące podczas rozgrywki. W jasny sposób uczeni jesteśmy o co w tym wszystkim chodzi i jak rozwiązywać łamigłówki. Ogólne założenia Hexologic są takie, że pola sześcioboczne na których musimy wstawić odpowiednią ilość kropek są odpowiednio ponumerowane w ciągu. Gracz może w jednym polu umieścić jedną, dwie lub trzy kropki tak, aby w np. trzech obok siebie (ciąg) sześciobokach umieścić liczbę sześć. Gra głównie opiera się na liczeniu (dodawanie, aby uzyskać sumę określoną w białym polu). Oczywiście im bardziej złożony level, tym bardziej skomplikowany, gdyż wskazane wartości muszą zgadzać się w kilku kierunkach. Złożoność poziomów nie powinna przerażać, gdyż planszę rozwiązuje się stopniowo wstawiając w określone hexagon’y kropki, co od razu stwarza rozwiązanie do kolejnego ciągu sześcioboków. Po zaliczeniu kilkunastu poziomów następuje zmiana świata i lekkie urozmaicenie zasad, np. w całej łamigłówce pojawi się określony liczbą kropek, niezmieniany przez gracza sześciobok. W trzecim świecie „skalista pustynia” inną zmianą są hexagon’y z ramkami w różnych kolorach – powtarzalne w różnych miejscach. Np. wpisując trzy kropki w jednym z nich, w kolejnych pojawia się ta sama wartość. Czwarty świat „góry” łączy wszystko co poznaliśmy do tej pory. Łącznie do rozwiązania jest ponad 60 poziomów, do których jeszcze trzeba doliczyć kilkanaście bonusowych. Całość przechodzi się płynnie bez większych zastojów i zacięć. W późniejszych level’ach można na chwilę się przyblokować, ale reset i ponowne rozwiązanie nie frustrują i nie zniechęcają. Oprawa Video Grafika w grze MythicOwl jest subtelna. Gdy wybierzemy level to tło staje się rozmyte, a główny plan przedstawia nam plansza jak plastry miodu ułożona nierównomiernie w jakiś schemat chemiczny. Łamigłówka ładuje się rozkładając niesystematycznie i to już samo w sobie jest fajnie wykonane. Gra prezentuje ciekawe wykonanie (design), z fajnymi przejściami podczas wczytywania poziomu i po jego ukończeniu. Całość wizualnie relaksuje. Pomysł na sześcioboki jest ciekawy i pozwala tworzyć złożone poziomy, które wyglądają na wymagające, a tak naprawdę są do pokonania po chwili zastanowienia. Oprawa Audio Muzyka jest spokojna, idealnie pasuje do stylu gry, nie napędza, pozwala pomyśleć i skupić się. Można ją też całkowicie wyłączyć, ale wtedy panuje cisza i słychać tylko dźwięki wpisywanych kropek i przeskakiwania między sześciobokami. Smartfon mode… tfu… Handheld mode, TV mode ! Hexologic to tytuł przeniesiony ze smartfona, więc można w niego grać również dotykowo, gdy Switch wyjęty jest ze stacji dokującej bez kontrolerów. Ja jednak wolałem grać na Joy-Con’ach czy to w konsoli w trybie przenośnym, czy też w Grip’ie gdy gra wyświetlana była na telewizorze. W obu przypadkach grało się tak samo przyjemnie, nie faworyzując żadnej z możliwości. Używanie tylko dotyku nie sprawia takiej przyjemności co gałki i przyciski – więc nie polecam tej opcji. Po pierwsze gra wyświetlana jest poziomo, po drugie Switch nie wyłapywał wszystkich dotyków. Przyciski natomiast mają pełne obłożenie, dużo skrótów i możliwości. Gra została idealnie przeniesiona na konsolę Nintendo Switch i dedykowany jej zestaw Joy-Con’ów. Podsumowanie Hexologic to gra logiczna z subtelną grafiką i spokojną muzyką, które nie rozpraszają gracza, pozwalając mu się skupić na rozwiązaniu zagadki. Tytuł moim zdaniem spodoba się wszystkim, którzy lubią gry logiczne. Skierowałbym ją też dla rodziców posiadających dzieci w wieku szkolnym. Jest to fajna produkcja edukacyjna, w której chodzi o liczenie matematyczne. Tytuł w swojej prostej formule ma w sobie to coś… i choć jest krótki, to po skończeniu czuje się niedosyt i chciałoby się więcej. Warto zainteresować się produkcją MythicOwl, gdyż niska cena jest na pewno atutem… a sama gra również daje sporo frajdy. ---------------------------------- Grywalność - 8/10 Grafika - 8/10 Dźwięk - 8/10 ---------------------------------- Ogółem - 8.0/10 pełna recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
Aug 2, 2018
80's Overdrive
8
User Scoreramzes64
Aug 2, 2018
80's OVERDRIVE to wyścigi 2D w stylizacji retro, na przenośnym systemie z rodziny Nintendo 3DS/2DS stworzone przez polskie studio Insane Code. Gra ukazała się 3.12.2017r w cyfrowej dystrybucji Nintendo eShop w cenie 39,99 zł. Gra oferuje trzy tryby: karierę, time attack i edytor tras. Ten pierwszy jest jednak podstawowym, to w nim odblokowujemy lepsze pojazdy, którymi później powinniśmy grać mierząc się z czasem. W trybie kariery zaczynamy z niewielką sumą pieniędzy, za którą możemy nabyć jakiś samochód z dolnej półki. Za resztę która zostanie możemy uczestniczyć w wyścigu. Jeśli wygramy to zarobimy trochę kasy. Jeśli nie - stracimy, gdyż za każdy wyścig trzeba zapłacić wpisowe. Mechanizm trybu kariery oparty został na zarabianiu i wydawaniu pieniędzy. Opłacamy wyścig, zgarniamy szmal za wygraną... ale też musimy opłacić paliwo, bo przecież samochody nie jeżdżą za darmo. Dodatkowo jeśli będziemy obijać się o przeciwników lub wypadać na pobocze, to powstające uszkodzenia pojazdu mogą wykluczyć nas z wyścigu. Trzeba więc płacić za naprawy i za ulepszenia. Tryb kariery poza szanowaniem pieniądza ma jeszcze sporo do zaoferowania. Podczas wyścigów czasami mamy okazję na bonusowy zarobek. Pewny ciemny charakterek w kapeluszu oferuje nam misje („zbierz paczki po drodze”, „uszkodź pojazd konkretnego przeciwnika” itp...), za których wypełnienie płaci ekstra forsę. Drugim poza misjami smaczkiem są pościgi policyjne. Podczas klasycznych zmagań z przeciwnikami musimy jeszcze uważać na radiowozy, które przez jakiś czas zajeżdżają drogę i próbują nas zatrzymać/zepchnąć na pobocze. Im dalej, tym droższe opłaty początkowe ale i wygrana lepsza. Rośnie też poziom trudności przez wydłużanie tras i zwiększenie skomplikowania (ostre zakręty, wzmożony ruch na drodze, zwężenia, pagórki, więcej policji...). To wszystko sprawia, że odczuwamy wzrastający poziom trudności. Po zaliczeniu wątku głównego, odblokowaniu wszystkich tras, pojazdów i ich ulepszeniu możemy jeszcze zmagać się z czasem w Time Attack. Wyścig rozpoczynamy z licznikiem na zegarze wskazującym 90 sekund, który odlicza do 0. Jeśli nie uda nam się dojechać do checkpoint'u wyścig się kończy. W tym trybie zmieniony jest mechanizm gry, nie ma boosta z trybu kariery, nie ma pościgów policyjnych, nie zarabiamy pieniędzy i uszkodzeń pojazdu. Są za to normalni użytkownicy drogi do wyprzedzania, a przejazd blisko nich dodaje sekundy do ulatującego czasu. Musimy więc ryzykować zderzenie (spowolnienie), aby zyskać cenne sekundy. Ostatni z trybów gry to Level Editor jednak jest to tylko wybór parametrów określających wyścig. Suwakami ustawiamy: krajobraz, długość trasy, krętość, ruch uliczny, czy ma być policja i zatwierdzamy. Gra sama generuje nam trasę na podstawie wybranych ustawień. Pojazdy wyglądają na super fury, jest ich kilka ale każdy znajdzie coś dla siebie. Mi przypadł do gustu Intruder Turbo, ale jest też Penetrator GT (przypomina Lamborghini), z kolei Aggressor (trochę przypomina Porshe). Trasy prezentują szczegółowe bogate w detale krajobrazy, które statycznie są piękne, a w ruchu jeszcze piękniejsze. Barwa i nasycenie kolorów również zasługują na uznanie – zobaczcie na screeny. Ścigać będziemy się na drogach dojeżdżających do miasta nocą, przy plaży, w lesie, na łąkach, pustyni i w starożytnym mieście. Ta gra po prostu wizualnie musi się podobać. Od strony technicznej krajobrazy są świetnie wykonane, szczególnie podoba mi się zmiana tła podczas zakrętów, kiedy to góry na trzecim planie, przysłaniają inne wzniesienia lub budowle na czwartym i kolejnym. Wszystko to podczas krętych wyścigów pięknie pracuje (przemieszcza się / przesuwa / faluje). Muzyka jest świetna, nawiązuje do retro klimatu i dźwięków z gier lat 80-tych i 90-tych. Szczególnie podoba mi się motyw główny ACEMAN - STARCHASER, który przygrywa także podczas wyścigów i nadaje tempa temu co widzimy na ekranie. Podsumowując Dawno nie grałem w coś podobnego, więc tym bardziej stylistyka 2D retro przyciągnęły mnie do 80's OVERDRIVE i wzbudziły zainteresowanie. Gra jest skrojona pod handhelda. Tytuł ma syndrom „jeszcze jednego wyścigu”, a tak naprawdę gra się ich jeszcze dziesięć. Insane Code stworzyło świetną grę wyścigową w niskiej cenie z rewelacyjną muzyką w klimacie retro. Urozmaicone trasy, pościgi policyjne, wymijanie przeciwników przy dużych prędkościach i długi Time Attack dla masterowiczów to pozytywne cechy tego tytułu. -------------------------------------------- Grywalność - 8/10 Grafika - 8/10 Dźwięk - 9/10 -------------------------------------------- Ogółem - 8.3/10 pełna recenzja na ****
Report
3DS
Apr 11, 2018
Urban Trial Playground
8
User Scoreramzes64
Apr 11, 2018
Kilka lat temu ograłem UT Freestyle na Nintendo 3DS i mogę odnieść się do zmian jakie zaszły w UT Playground. Pierwsza część wypełniona była trudnymi technicznie zjazdami i podjazdami. Nowy tytuł na Nintendo Switch to już typowa pozycja arcade na nabijanie punktów. Oczywiście, aby zdobyć highscore należy nauczyć się jazdy na jednym kole i łączyć tricki w combo. Jeśli gracz będzie chciał przejechać level z lewej na prawą to po prostu to zrobi. Kilka przeszkód i ramp będzie stanowiło lekki problem, ale po kilku próbach uda się dojechać do mety. Twórcy dodatkowo w każdym poziomie dodali wyzwania, które spowodują kolejne powtarzanie level'u, np: ukończ bez rozbicia się, wykonaj kilka backflip'ów lub frontflip'ów, utwórz combo trick'ów na określony rekord... itp. Dodatkowo należy też zebrać określoną ilość żetonów stanowiących walutę do kupowania części dla motocykli i ciuchów dla kierowcy. Cenne krążki umieszczone są głównie w łatwo dostępnych miejscach (np. za rampą), więc łatwo je ominąć i trzeba się wracać. Dosłownie w kilkunastu przypadkach są trudniej dostępne (trzeba wykonać wysoki skok) i wtedy należy powtórzyć kilka prób na jego zdobycie. Każdą mapkę zrobiłem na 100% zbierając pięć gwiazdek, wszystkie żetony i wyzwania. Tym co napędzało mnie w Urban Trial Playground była jednak tabela wyników innych graczy. Kilkadziesiąt razy powtarzałem poziomy ucząc się jazdy, techniki i tras, aby osiągnąć najlepszy wynik. Jeśli złapiecie bakcyla arcade i wkręcicie się w nabijanie rekordu to na jednym level'u można spędzić nawet dwie godziny. Gra ma w tym momencie efekt „jeszcze jednego razu”, a po nieudanej próbie „jeszcze kolejnego”. Po pół godziny wmawiałem sobie, że już kończę, a i tak grałem dalej. Wracałem też następnego dnia aby wykręcić lepszy wynik, także tytuł pod tym względem wciąga. Zwykłe przejście gry nie zajmie dużo czasu, ale wbicie się na dobre pozycje w rankingach może być naprawdę trudne. Aktualnie konsola pokazuje mi, że z Urban Trial Playground spędziłem 15 godzin lub więcej. Grałem przed premierą, a później już po dniu wydania wróciłem poprawić swoje rekordy bo ktoś mnie pokonał. Najnowsza część to też zmiana klimatu. Akcja gry przeniesiona została z ponurych miejskich, robotniczych lokacji do Kalifornii, gdzie na motorach wykonujemy ewolucje na rajskich plażach z palmami oraz między domkami na przedmieściach. Gra ma ponad 50 poziomów i do samego końca coś jeszcze może nas zaskoczyć. Wspomnianą ilość należy jednak podzielić na pół, gdyż tą samą mapę możemy przejechać na dwa sposoby: przejazd na punkty wykonując tricki lub na czas pędząc ku mecie. Architektura poziomów jest różnorodna. Cisnąć na jednym kole będziemy po rampach ustawionych w basenach kalifornijczyków, po motorówkach w porcie jachtowym, po dachach domków jednorodzinnych, skalistym wybrzeżu, deptakach, różnych parkach, ślizgawkach, ciężarówkach... można by wymieniać długo. Niestety, gra ma też wady. Doczytujące się dane i tekstury w menu gry, a także przed rozpoczęciem planszy nie wyglądają ciekawie. Kilka razy tytuł też się zawiesił i wyrzucił mnie do menu konsoli. Na szczęście jest to gra arcade z szybko ładującymi się level'ami, więc straty w postępie gry praktycznie nie ma i wyłączenie tytułu w najmniej odpowiednim momencie nie jest aż tak dobijające. Problem pojawił się kilka / może kilkanaście razy i trochę drażni. Z tego co wiem nie tylko u mnie, więc jest powtarzalny. Urban Trial Playground jako pozycja arcade spisuje się dobrze. Gra wydaje się być idealnie skrojona pod stacjonarno-przenośną konsolę z szybką rozgrywką. Można pojeździć krótko w trybie handheld'owym lub na dłużej masterować rekord na większym ekranie z konsolą w dock'u. Odejście od formuły poprzednich części z trudnymi technicznie podjazdami przyśpieszyło rozgrywkę, ale na tej konsoli wydaje się to być zaplanowane tak, aby grać gdziekolwiek, kiedykolwiek i ma to sens. Zmiana lokacji na kalifornijskie, jasne, rajskie plaże to też dobry ruch, aby grać poza domem. ------------------------------------------------ Grywalność - 9/10 Grafika - 7.5/10 Dźwięk - 7/10 ------------------------------------------------ Ogółem - 7.8/10 pełna recenzja na ****
Report
Nintendo Switch
Advertisement
Related Content: ijumpman | fishie fishie | lucha libre aaa heroes del ring | disgaea 4 a promise unforgotten medic | disgaea 4 a promise unforgotten pirohiko ichimonji | four in a row 2010 | zombie square | super sniper hd | the will of dr frankenstein | chuck e cheeseand39s party games alley roller